Lars opowiadał mi trochę jak zjebanie ostatnio było u Alex, ale po tym utworze uważam że to jakiś obłęd. Czytam jeszcze raz cały tekst i patrzę na nią i stwierdzam że Lars i Alex byli by świetną parą. Stałbym tak dłużej gdyby nie to że Lars zaczął coś mówić.
- Coo? - pytam.
- No co o tym sądzisz? Wydaje mi się że to jest świetne.
- Taaa... - ciągle zastanawiam się nad tym czy oni są już razem. Larsa nie było w nocy w domu. - jesteście razem?
- Kto?
- No Ty i Alex?
- Ćpałeś coś? - widzę jego twarz w takim grymasie że chce mi się śmiać. - wiesz jak jest Nick.
- No wiem. - Lars chciałby być z nią od chwili kiedy się spotkali w sklepie.
- Wiesz że ona tak na co dzień to sama siedzi w tym domu? Jej matki nigdy praktycznie tam nie ma.
- Dobra weź ogarnij się. Pogadamy później. Weź może zaproś Alex na obiad, do kina albo gdziekolwiek. Nie długo nie będziesz mieć czasu. No wiesz, pamiętasz jeszcze że masz zespół?
- Nie kurwa, zapomniałem. No dobra. Jak coś to dzwoń. - i daje mi zeszyt.
Alex:
Cały czas zastanawiam się czy Nick ma mnie za wariatkę czy jak, a do tego stresuję się. Nie wiem czy mama wróciła do domu. Spoglądam na telefon. Nikt nie dzwonił, nikt nie pisał. To chyba znaczy, że jeszcze nie ma jej w domu. Żegnam się kolejno z Aidenem, Masonem i Nickiem. Kilka chwil później stoimy już przy samochodzie.
- Co robimy? - pytam. Nie wiem czy mam ochotę gdziekolwiek jechać, iść czy coś w tym stylu. Ta cała sytuacja mnie przytłacza. Do tego zaczyna padać śnieg. Szybko zapinam kurtkę, bo robi mi się zimno.
- Może na początek gorąca czekolada? A potem pojedziemy gdzieś na obiad? - sposób w jaki zadał to pytanie poprawie mi humor. Od razu się uśmiecham i wsiadam do samochodu. Kiedy wyjeżdżamy spod domu Larsa mijamy blondyna który kilka dni wcześniej mnie zaczepił. Od razu spoglądam na Larsa. Widzę jak mierzy go wzrokiem, takim, jakby chciał go zabić. Odwracam głowę w drugą stronę i widzę że nie pozostaje dłużny i robi to samo.
- Co jest Larsiu? - chciałabym wiedzieć wszystko o tym tajemniczym typku.
- Nie znoszę tego gościa. A jeszcze bardziej jego brata.
- Dlaczego?
- To Jack. Mieszka nie daleko nas razem ze swoim bratem. Bawią się w "mafię". Nie powiem żeby im to wychodziło, ale lepiej nie wchodzić im w drogę. Mają pojebaną wizję świata.
- Rozumiem. Znacie się?
- Niestety miałem ten zaszczyt poznać go. - uśmiecha się do mnie skręcając na parking. - ale po co marnować czas na niego.
Wchodzimy do cukierni. Zapach cynamonu działa na mnie kojąco.
- To co zawsze?
- Poproszę. - czyli gorąca czekolada plus ciastko cynamonowe. Tutaj są najsmaczniejsze, nigdzie nie robią lepszych.
Widzę że stolik przy którym zwykle siadamy jest wolny, więc idę go zająć. Znajduje się on przy oknie, przez które widać piękny ogród. Uwielbiam ten widok, dlatego mogłabym tu siedzieć godzinami. A gdy siedzi ze mną tu jeszcze Lars. Mmm.
********
Prze siedzieliśmy tu chyba ponad cztery godziny, tak więc czasu na obiad nie było. Jedziemy właśnie do mnie, znaczy Lars mnie odwozi.
- Ale zajebisty dzień. - oparł głowę o zagłówek i uśmiechnął się.
- Racja Larsiu.
- I w ten cudowny dzień mam dla Ciebie złą wiadomość. - patrzę mu w oczy bo nie wiem co chce mi przez to powiedzieć. - Z kilka dni wchodzimy do studia.
- To źle? - na jego miejscu skakałabym z radości. - przecież to przezajebista wiadomość.
- Ale nie będziemy mieli tyle czasu na spotkania jak teraz. - widzę że mocno się tym przejął. Chcę go troszkę pocieszyć.
- Nie będziecie przecież nagrywać płyty cały czas, kiedyś ją skończycie. A ja w tym czasie nadgonię szkołę.
Trzeba szukać plusów Larsiu. - Chciałabym dokończyć moją myśl ale słyszę dzwoniący telefon.
- Fuck!
To matka.
- Do...domu...kur...w tej chwili. Szyyy...bko. - zamiast zwyczajnego głosu mojej mamy słyszę głos pijaczki. W tle krzyczy jakiś facet. Nie wiem co o tym myśleć. Zanim zdążyłam włożyć telefon do kieszeni jesteśmy już pod domem.
- Wszystko dobrze Alex? - pyta widocznie zaniepokojony. - Pójdę z Tobą.
Widzę czarny samochód na podjeździe i na pewno nie należy od do matki.
- Nie trzeba. Wszystko w porządku.
- Ale to nie było pytanie. Chcę Cię odprowadzić.
Wychodzę z samochodu i idę w stronę drzwi wejściowych. Wraz z Larsem przechodzę przez furtkę i zatrzymuje się przez drzwiami. Sprawdzam czy on stoi obok mnie. W tym momencie moje serce przestaje bić. Otwieram drzwi i wszystko dobre co się dzisiaj stało nie ma dla mnie znaczenia.
- O witam-y Alex - nigdy nie widziałam mojej matki w takim stanie. - a co to? Zaczęłaś swój biznes? - z zaskoczeniem patrzy na Larsa, którego w tym momencie złapałam za rękę. Bardzo mocno. Z kanapy wstaje wielki mężczyzna około czterdziestki, może młodszy.
- Opowiadałaś że z niej suka, ale że dziwka to nie wspominałaś...
Lars momentalnie zrywa się i zaczyna napierdalać faceta mamy.
- Nikt nie będzie tak do niej mówił. Rozumiesz?! - okłada go bez opanowania. Matka stoi i skrzywia twarz. Za chwilę słyszę. "Widzisz do czego doprowadziłaś?". Łzy płyną mi po policzku jedna za drugą. Nie mogę nic zrobić. Zamykam oczy i po prostu osuwam się na podłogę....
- No wiem. - Lars chciałby być z nią od chwili kiedy się spotkali w sklepie.
- Wiesz że ona tak na co dzień to sama siedzi w tym domu? Jej matki nigdy praktycznie tam nie ma.
- Dobra weź ogarnij się. Pogadamy później. Weź może zaproś Alex na obiad, do kina albo gdziekolwiek. Nie długo nie będziesz mieć czasu. No wiesz, pamiętasz jeszcze że masz zespół?
- Nie kurwa, zapomniałem. No dobra. Jak coś to dzwoń. - i daje mi zeszyt.
Alex:
Cały czas zastanawiam się czy Nick ma mnie za wariatkę czy jak, a do tego stresuję się. Nie wiem czy mama wróciła do domu. Spoglądam na telefon. Nikt nie dzwonił, nikt nie pisał. To chyba znaczy, że jeszcze nie ma jej w domu. Żegnam się kolejno z Aidenem, Masonem i Nickiem. Kilka chwil później stoimy już przy samochodzie.
- Co robimy? - pytam. Nie wiem czy mam ochotę gdziekolwiek jechać, iść czy coś w tym stylu. Ta cała sytuacja mnie przytłacza. Do tego zaczyna padać śnieg. Szybko zapinam kurtkę, bo robi mi się zimno.
- Może na początek gorąca czekolada? A potem pojedziemy gdzieś na obiad? - sposób w jaki zadał to pytanie poprawie mi humor. Od razu się uśmiecham i wsiadam do samochodu. Kiedy wyjeżdżamy spod domu Larsa mijamy blondyna który kilka dni wcześniej mnie zaczepił. Od razu spoglądam na Larsa. Widzę jak mierzy go wzrokiem, takim, jakby chciał go zabić. Odwracam głowę w drugą stronę i widzę że nie pozostaje dłużny i robi to samo.
- Co jest Larsiu? - chciałabym wiedzieć wszystko o tym tajemniczym typku.
- Nie znoszę tego gościa. A jeszcze bardziej jego brata.
- Dlaczego?
- To Jack. Mieszka nie daleko nas razem ze swoim bratem. Bawią się w "mafię". Nie powiem żeby im to wychodziło, ale lepiej nie wchodzić im w drogę. Mają pojebaną wizję świata.
- Rozumiem. Znacie się?
- Niestety miałem ten zaszczyt poznać go. - uśmiecha się do mnie skręcając na parking. - ale po co marnować czas na niego.
Wchodzimy do cukierni. Zapach cynamonu działa na mnie kojąco.
- To co zawsze?
- Poproszę. - czyli gorąca czekolada plus ciastko cynamonowe. Tutaj są najsmaczniejsze, nigdzie nie robią lepszych.
Widzę że stolik przy którym zwykle siadamy jest wolny, więc idę go zająć. Znajduje się on przy oknie, przez które widać piękny ogród. Uwielbiam ten widok, dlatego mogłabym tu siedzieć godzinami. A gdy siedzi ze mną tu jeszcze Lars. Mmm.
********
Prze siedzieliśmy tu chyba ponad cztery godziny, tak więc czasu na obiad nie było. Jedziemy właśnie do mnie, znaczy Lars mnie odwozi.
- Ale zajebisty dzień. - oparł głowę o zagłówek i uśmiechnął się.
- Racja Larsiu.
- I w ten cudowny dzień mam dla Ciebie złą wiadomość. - patrzę mu w oczy bo nie wiem co chce mi przez to powiedzieć. - Z kilka dni wchodzimy do studia.
- To źle? - na jego miejscu skakałabym z radości. - przecież to przezajebista wiadomość.
- Ale nie będziemy mieli tyle czasu na spotkania jak teraz. - widzę że mocno się tym przejął. Chcę go troszkę pocieszyć.
- Nie będziecie przecież nagrywać płyty cały czas, kiedyś ją skończycie. A ja w tym czasie nadgonię szkołę.
Trzeba szukać plusów Larsiu. - Chciałabym dokończyć moją myśl ale słyszę dzwoniący telefon.
- Fuck!
To matka.
- Do...domu...kur...w tej chwili. Szyyy...bko. - zamiast zwyczajnego głosu mojej mamy słyszę głos pijaczki. W tle krzyczy jakiś facet. Nie wiem co o tym myśleć. Zanim zdążyłam włożyć telefon do kieszeni jesteśmy już pod domem.
- Wszystko dobrze Alex? - pyta widocznie zaniepokojony. - Pójdę z Tobą.
Widzę czarny samochód na podjeździe i na pewno nie należy od do matki.
- Nie trzeba. Wszystko w porządku.
- Ale to nie było pytanie. Chcę Cię odprowadzić.
Wychodzę z samochodu i idę w stronę drzwi wejściowych. Wraz z Larsem przechodzę przez furtkę i zatrzymuje się przez drzwiami. Sprawdzam czy on stoi obok mnie. W tym momencie moje serce przestaje bić. Otwieram drzwi i wszystko dobre co się dzisiaj stało nie ma dla mnie znaczenia.
- O witam-y Alex - nigdy nie widziałam mojej matki w takim stanie. - a co to? Zaczęłaś swój biznes? - z zaskoczeniem patrzy na Larsa, którego w tym momencie złapałam za rękę. Bardzo mocno. Z kanapy wstaje wielki mężczyzna około czterdziestki, może młodszy.
- Opowiadałaś że z niej suka, ale że dziwka to nie wspominałaś...
Lars momentalnie zrywa się i zaczyna napierdalać faceta mamy.
- Nikt nie będzie tak do niej mówił. Rozumiesz?! - okłada go bez opanowania. Matka stoi i skrzywia twarz. Za chwilę słyszę. "Widzisz do czego doprowadziłaś?". Łzy płyną mi po policzku jedna za drugą. Nie mogę nic zrobić. Zamykam oczy i po prostu osuwam się na podłogę....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz