czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział VIII

Lars:
- Zgadzam się.
- Ja też.
- No jestem za. Będzie przynajmniej ktoś co nam wkońcu ugotuje obiad. - zaczyna Aiden.
- I nas ogarnie. No nie oszukujmy się, ale od kiedy spotkałeś Alex to trochę tu czyściej. I nie mówiąc o tym jaki jesteś szczęśliwy. - doskonale podsumowuje to Nick.
Zapytałem chłopaków o to, co sądzą o tym, żeby Alex zamieszkała z nami. Kiedy opowiadałem im co się stało poprzedniego wieczoru, siedzieli jak wryci.
- A i nie długo święta, co robicie? - pyta Mason.
- A matka do mnie dzwoniła i mówi że mam przyjechać... - narzeka Aiden.
- Ja nie wiem. Pewnie też do domu pojadę. - z większym entuzjazmem mówi Nick. - a Ty Lars?
Wyczuwam brak odpowiedzi.
- Wiecie jak jest, pewnie zostane tu.
- Piona Lars! Znowu przechlane święta. - widzę że Mason się cieszy. - Ale na sylwestra wszyscy wracamy. Pamiętajcie! Hhahha.
- Spokojnie Mason, a kiedy wyjeżdżacie, Nick?
- No ja pewnie wylece 20, jak zwykle. Ty tak samo Aiden?
Potwierdza machając głową.
- A jak z Alex? - pyta Mason. - Zostaje z nami?
- Tak mi się wydaje. Nie masz nic przeciwko?
- No co Ty.
A więc wygląda na to, że święta spędzimy w trójkę: Ja, Alex i Mason. Podoba mi się taka wizja. Wstaje z krzesła i wchodzę do Alex, która nie świadoma niczego słucha muzyki. Leży na brzuchu z głową schowaną w poduszkach. Leży w samej podkoszulce i spodniach i musze stwierdzić że od naszego spotkania sporo schudła. Nie chodzi mi o to że była gruba czy co, tylko teraz jest bardziej chudsza. Wygląda zajebiście, ale ogarniam moje myśli i łapie ją w pasie. Ona podskakuje i siada na łóżku.
- Ja pierdziele! Chcesz żebym dostała zawału!
- Spokojnie, mam do Ciebie sprawe.
- Jaką?
- Co robisz w święta?
I tu nastaje cisza. Spuściła głowe i widoczne sprawa ta dała jej do myślenia. Jej twarz z wyrazu zaskoczenia zmieniła się w smutek.
- Przepraszam Alex.
- Za co? Dobrze, że mi o tym przypomniałeś, bo gdzieś musze je sobie zorganizować.
- Noo, może spędzisz je ze mną i Masonem? Tutaj?
- Lars, nie mogę się wszędzie Tobie, wam wpierdalać. Zaraz wróce do domu i wszystko wróci do normy.
- Ja nie chce żeby wróciło. Teraz jet mi dobrze. Kiedy Ty jesteś tu. Wcześniej to była jakaś buda pijaków. Alex, gdzieTy do cholery  chcesz wracać? Do matki która ma nie równo pod sufitem?
- A gdzie? Kurwa Lars a gdzie indziej? Powiedz mi? Wpierdoliłam wam się tutaj. Teraz zamiast podbijać razem z Metallicą świat, bawisz się w pomaganie mi. Jestem Ci za to wdzięczna. Nawet nie wiesz jak. Kocham Cię. Chciałabym spędzać z Tobą każdą możliwą chwilę. Ale nie kosztem Twojej kariery, waszej kariery - opuszcza głowę, a po jej twarzy spływają łzy.
- O czym Ty mówisz? - próbuje ją przytulić. - wszystko będzie dobrze.
- Nie Lars. Teraz już nie będzie. Kim teraz jestem?
- Jesteś najbardziej kochaną osobą na świecie. A teraz się zamknij. A to są klucze do domu. Teraz tu mieszkasz, no i święta spędzasz ze mną i Masonem. Może z kimś jeszcze - teraz bez problemu dała się przytulić. - Jedziemy do Ciebie a potem do sklepu, czekam na obiad.

********
Alex:
Kazałam Larsowi zostać w samochodzie.
Stoję przed drzwiam mojego domu totalnie sparaliżowana. Nie wiem czy powinnam tam wchodzić. Delikatnie łapię za klamkę sprawdzając czy są zamknięte. Uff. Chyba nikogo nie ma w domu, ale mimo to nie poczułam się lepiej. Z kieszeni wyciągam klucz i z najlepszą precyzją na jaką mnie stać przekręcam go w zamku. Otwieram drzwi, wchodzę do środka. Sprawdzam czy nikogo nie ma w środku i kieruję się ku mojemu pokojowi. Dla pewności po drodze sprawdzam czy sypialnia również jest pusta. Mój pokój zastaje w nie zmiennym stanie. Po chwili sprawdzania czy wszystko jest na swoim miejscu siadam na łóżku, które od czasu wspólnego spania z Larsem nie zostało pościelone. Kiedy wstaję przyglądam się własnemu odbiciu w lustrze zauważam że faktycznie wyglądam dobrze w jego bluzie. Pokochałam ją  w pakiecie z Larsiem. Otwieram szafę i wyciągam z niej bluzki. Wszystkie które wybrałam pakuje do torby. Czarne rurki, trampki. Zbierając wszystkie potrzebne rzeczy w jedno miejsce zaczynam płakać. Czuję że moje pomalowane czarnym tuszem rzęsy sklejają się, przybierając formę stożków. Szybko idę do łazienki próbując ogarnąć nieład na mojej twarzy. W drodze powrotnej do pokoju zabieram ze sobą kilka drobiazgów. Wszystko upycham do torby. Ledwo się wszystko zmieściło. Spoglądam na biurko, które brutalnie przypomina mi że trzeba zabrać ze sobą podręczniki. Pakuje je do drugiej torby, razem z ramką z biletem z Iron Maiden. Dziwne wrażenie ogarnia mnie od środka. Nie wiem co ono do końca oznacza, ale na pewno nie mówi mi że wszystko jest okey. Rozglądam się po pokoju i myślę czy wszystko zabrałam. "Przecież jeszcze tu wrócę." Ta myśl uspokaja mnie momentalnie. Schodzę po schodach wracając do salonu. W mojej głowie pojawiają się obrazy, których widzieć nie chce. Przedstawiają one pozytywne aspekty życia z rodzicami, których ja nie doświadczyłam. Sprawdzam czy nic najpotrzebniejszego nie zapomniałam i wychodzę z domu. Od razu podbiega do mnie Lars bierze ode mnie torby, a ja w geście zakończenia męczarni w domu trzaskam drzwiami jak najmocniej umiem. Będę musiała tu jeszcze wrócić po resztę rzeczy. Niczym gwiazda schodzę po schodach. Wiem że problemy się nie skończyły. Ale wiem że to nowy początek.

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział VII

Nick:
- Halo? - odbieram telefon od Larsa. 
- Jesteś w domu? - zastanawiam się o co chodzi.
- Tak, a co się stało?
- Aiden i Mason w domu?
- Nie. O co kurwa chodzi?
- Nie teraz.
Ciągle nie wiem o co chodzi. Odkładam gitarę na której jeszcze przed chwilą grałem i idę do okna zobaczyć czy już przyjechał. Widzę nasz samochód wjeżdżający na podjazd. Wybiega z niego Lars, dosłownie kilka sekund później stoi przed naszymi drzwiami trzymając na rękach Alex. Przez głowę przechodzi mi tysiąc myśli: "Może się upiła?", "Może coś ćpała?", "A może Lars ją zabił?". Odruchowo otwieram przed nim drzwi. W zupełnej ciszy wchodzi do domu i od razu kieruję się do łóżka w którym ostatnio spała Alex. Idę z nim i pytam:
- Lars, co jest?
Nie dostaje żadnej odpowiedzi. Ta sytuacja staje się co raz bardziej dziwna. Nie pamiętam kiedy widziałem go ostatnio w takim stanie. Zły, smutny. Odsłania trochę kotarę oddzielającą wnękę od reszty pokoju. Staję w przejściu i przyglądam się co zamierza zrobić. Kładzie Alex na łóżku, zdejmuje jej kurtkę, bluzę i buty. Zastanawiam się czy ona jest nie przytomna czy po prostu ma zamknięte oczy. Kiedy przykrywa ją kołdrą ona otwiera oczy, a ja decyduje się nie wpierdalać w całą sytuację. Po prostu wracam do grania na mojej gitarze.

Alex:
Czuję się totalnie nie żywa. Próbuję otworzyć oczy, ale powiek są takie ciężkie. Po chwili ta sztuka udaje mi się.
- Larsiu?
- Tak? - odpowiada i kładzie się obok mnie. Bez zastanowienia wyrzucam z siebie:
- Kocham Cię. - i prawie cała chowam się pod kołdrą jednocześnie wtulając się w niego.
- Ja Ciebie też. - tej odpowiedzi spodziewałam się. Czuję że zaczyna mnie głaskać po włosach, a ja to uwielbiam. Chociaż przez chwilę sprawia mi to przyjemność to przypominam sobie co stało się w domu. Łzy ponownie spływają mi po policzku i do końca nie wiem do czego dążę.
- Przepraszam. - nie wiem do końca co robię ale czuję że muszę przeprosić. W odpowiedzi dostaje buziaka w czoło.


*******************

Otwieram oczy i widzę najsłodszy na świecie widok - śpiącego Larsa. Chociaż uśmiecham się to zaczynam płakać. Zrobiło mi się tak cholernie smutno że przytuliłam się znowu do mojego rycerza. Nie wiem ile tak leże ale słyszę z kuchni jakieś dźwięki. Postanawiam sprawdzić co się dzieję, więc wstaje i zakładam na siebie bluzę Larsa. Zapinam ją do samego końca, bo podkoszulka, którą mam pod spodem chyba zakończyła swój żywot. W samych skarpetkach idę do kuchni w której spotykam Nicka.
- Ooo, cześć. Obudziłem Cię? - wyraźnie zaniepokojony pyta.
- Siema, spokojnie. Już dawno nie spałam. - odpowiadam siadając przy stole. Rozglądam się dookoła. - Aiden i Mason nie wrócili?
- Eee - rozgląda się po pomieszczeniu. - nie. Chcesz coś zjeść, napić się czy coś?
Uśmiecham się i zastanawiam się czy jestem głodna.
- Lodówka do Twojej dyspozycji. Powiedz Larsowi jak wstanie że wrócę około drugiej.
- Spoko, dziękuje.
I zaraz znika za drzwiami. Zaglądam do Larsa - nadal śpi. Wykorzystuję okazję i oglądam ten cały magazyno-dom. Serio, przypomina mi on bardziej magazyn. Przyglądam się gitarom i bębnom stojącym we wnęce obok kuchni. Zajebiście wyglądają i pewnie tak też grają. Zgłodniałam więc idę zobaczyć co jedzą gwiazdy estrady. Masa masła orzechowego i krakersów. Zaglądam do lodówki. Kilka jajek, dżemy i napoje oraz kilka puszek z jakimś jedzeniem. Przeglądając szafki znalazłam herbatę więc ją sobie zaparzyłam. Siadam ponownie przy stoliku i zerkam na Larsa. Chyba zaczyna się przebudzać więc decyduje się wrócić do łóżka. Kubek stawiam na komodzie i wskakuje pod kołdrę. Nie muszę czekać długo, bo jego oczy od razu spoglądają na mnie.
- Heja.
- Siemcia Larsiu.
Na powitanie dostaje coś czego się nie spodziewałam. Pocałunek, którego nigdy nie zapomnę. Taki ciepły - mogłabym nigdy nie odrywać się od jego ust. Tą cudowną chwile przerywa nam odgłos przekręcanego klucza w drzwiach. Najwyraźniej niczego nie świadomi, Aiden i Mason, wracają do domu. Kiedy są na wysokości "naszego" pokoju zastają nas w dosyć dziwnej sytuacji.
- Yyyy Lars może poczekamy na zewnątrz.
Oboje wybuchamy śmiechem.
- Spokojnie. W końcu wróciliście. - mówi Lars kładąc się z powrotem obok mnie, obejmując mnie w pasie.
- Świetnie wyglądasz w tej bluzie. - po raz kolejny daje mi buziaka. - co chcesz dziś robić?
- Ymm w sumie to nie chce mi się nigdzie wychodzić.  Szczególnie wracać do domu.
- Nie musisz. Zostań z nami, nigdzie nie musisz wychodzić. Zostań ze mną. - w tej chwili jego oczy wyraziły setki emocji: smutek, szczęście, cierpienie, radość... To wszystko w ułamku sekundy.
- Kocham Cię. - ten zwrot, nie używany przeze mnie przez bardzo długi czas, z trudem przychodzi mi na myśl. - Ugotuję Ci coś do jedzenia, na obiad może być? A do domu i tak będę musiała przecieżwrócić.
- Dobrze. Ale narazie nie teraz. Nie pozwolę Ci. - te słowa sprawiają mi ogromną przyjemność. Nie pamiętam kiedy ostatnie ktoś tak się o mnie martwił. - pojedziemy do Ciebie po kilka rzeczy a potem do sklepu, dobrze?
Zastanawiam się czy to wszystko ma sens, ale zaraz przypominam sobie że przecież na razie w moim życiu nic się nie trzyma kupy oprócz mnie z Larsem, więc zgadzam się.

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział VI

Nick:
Lars opowiadał mi trochę jak zjebanie ostatnio było u Alex, ale po tym utworze uważam że to jakiś obłęd. Czytam jeszcze raz cały tekst i patrzę na nią i stwierdzam że Lars i Alex byli by świetną parą. Stałbym tak dłużej gdyby nie to że Lars zaczął coś mówić.
- Coo? - pytam.
- No co o tym sądzisz? Wydaje mi się że to jest świetne.
- Taaa... - ciągle zastanawiam się nad tym czy oni są już razem. Larsa nie było w nocy w domu. - jesteście razem?
- Kto?
- No Ty i Alex?
- Ćpałeś coś? - widzę jego twarz w takim grymasie że chce mi się śmiać. - wiesz jak jest Nick.
- No wiem. - Lars chciałby być z nią od chwili kiedy się spotkali w sklepie.
- Wiesz że ona tak na co dzień to sama siedzi w tym domu? Jej matki nigdy praktycznie tam nie ma.
- Dobra weź ogarnij się. Pogadamy później. Weź może zaproś Alex na obiad, do kina albo gdziekolwiek. Nie długo nie będziesz mieć czasu. No wiesz, pamiętasz jeszcze że masz zespół?
- Nie kurwa, zapomniałem. No dobra. Jak coś to dzwoń. - i daje mi zeszyt.

Alex:
Cały czas zastanawiam się czy Nick ma mnie za wariatkę czy jak, a do tego stresuję się. Nie wiem czy mama wróciła do domu. Spoglądam na telefon. Nikt nie dzwonił, nikt nie pisał. To chyba znaczy, że jeszcze nie ma jej w domu. Żegnam się kolejno z Aidenem, Masonem i Nickiem. Kilka chwil później stoimy już przy samochodzie.
- Co robimy? - pytam. Nie wiem czy mam ochotę gdziekolwiek jechać, iść czy coś w tym stylu. Ta cała sytuacja mnie przytłacza. Do tego zaczyna padać śnieg. Szybko zapinam kurtkę, bo robi mi się zimno.
- Może na początek gorąca czekolada? A potem pojedziemy gdzieś na obiad? - sposób w jaki zadał to pytanie poprawie mi humor. Od razu się uśmiecham i wsiadam do samochodu. Kiedy wyjeżdżamy spod domu Larsa mijamy blondyna który kilka dni wcześniej mnie zaczepił. Od razu spoglądam na Larsa. Widzę jak mierzy go wzrokiem, takim, jakby chciał go zabić. Odwracam głowę w drugą stronę i widzę że nie pozostaje dłużny i robi to samo.
- Co jest Larsiu? - chciałabym wiedzieć wszystko o tym tajemniczym typku.
- Nie znoszę tego gościa. A jeszcze bardziej jego brata.
- Dlaczego?
- To Jack. Mieszka nie daleko nas razem ze swoim bratem. Bawią się w "mafię". Nie powiem żeby im to wychodziło, ale lepiej nie wchodzić im w drogę. Mają pojebaną wizję świata.
- Rozumiem. Znacie się?
- Niestety miałem ten zaszczyt poznać go. - uśmiecha się do mnie skręcając na parking. - ale po co marnować czas na niego.
Wchodzimy do cukierni. Zapach cynamonu działa na mnie kojąco.
- To co zawsze?
- Poproszę. - czyli gorąca czekolada plus ciastko cynamonowe. Tutaj są najsmaczniejsze, nigdzie nie robią lepszych.
Widzę że stolik przy którym zwykle siadamy jest wolny, więc idę go zająć. Znajduje się on przy oknie, przez które widać piękny ogród. Uwielbiam ten widok, dlatego mogłabym tu siedzieć godzinami. A gdy siedzi ze mną tu jeszcze Lars. Mmm.

********

Prze siedzieliśmy tu chyba ponad cztery godziny, tak więc czasu na obiad nie było. Jedziemy właśnie do mnie, znaczy Lars mnie odwozi.
- Ale zajebisty dzień. - oparł głowę o zagłówek i uśmiechnął się.
- Racja Larsiu.
- I w ten cudowny dzień mam dla Ciebie złą wiadomość. - patrzę mu w oczy bo nie wiem co chce mi przez to powiedzieć. - Z kilka dni wchodzimy do studia.
- To źle? - na jego miejscu skakałabym z radości. - przecież to przezajebista wiadomość.
- Ale nie będziemy mieli tyle czasu na spotkania jak teraz. - widzę że mocno się tym przejął. Chcę go troszkę pocieszyć.
- Nie będziecie przecież nagrywać płyty cały czas, kiedyś ją skończycie. A ja w tym czasie nadgonię szkołę.
Trzeba szukać plusów Larsiu. - Chciałabym dokończyć moją myśl ale słyszę dzwoniący telefon.
- Fuck!
To matka.
- Do...domu...kur...w tej chwili. Szyyy...bko. - zamiast zwyczajnego głosu mojej mamy słyszę głos pijaczki. W tle krzyczy jakiś facet. Nie wiem co o tym myśleć. Zanim zdążyłam włożyć telefon do kieszeni jesteśmy już pod domem.
- Wszystko dobrze Alex? - pyta widocznie zaniepokojony. - Pójdę z Tobą.
Widzę czarny samochód na podjeździe i na pewno nie należy od do matki.
- Nie trzeba. Wszystko w porządku.
- Ale to nie było pytanie. Chcę Cię odprowadzić.
Wychodzę z samochodu i idę w stronę drzwi wejściowych. Wraz z Larsem przechodzę przez furtkę i zatrzymuje się przez drzwiami. Sprawdzam czy on stoi obok mnie. W tym momencie moje serce przestaje bić. Otwieram drzwi i wszystko dobre co się dzisiaj stało nie ma dla mnie znaczenia.
- O witam-y Alex - nigdy nie widziałam mojej matki w takim stanie. - a co to? Zaczęłaś swój biznes? - z zaskoczeniem patrzy na Larsa, którego w tym momencie złapałam za rękę. Bardzo mocno. Z kanapy wstaje wielki mężczyzna około czterdziestki, może młodszy.
- Opowiadałaś że z niej suka, ale że dziwka to nie wspominałaś...
Lars momentalnie zrywa się i zaczyna napierdalać faceta mamy.
- Nikt nie będzie tak do niej mówił. Rozumiesz?! - okłada go bez opanowania. Matka stoi i skrzywia twarz. Za chwilę słyszę. "Widzisz do czego doprowadziłaś?". Łzy płyną mi po policzku jedna za drugą. Nie mogę nic zrobić. Zamykam oczy i po prostu osuwam się na podłogę....