Następnego dnia:
Alex:
*dzwoni telefon*
Hmm?
*dzwoni telefon*
Co to do cholery?! Coo.... Szybko podnoszę słuchawkę.
- Halo...?
- Alex? - słyszę Larsa w słuchawce.
- Nie, Święty Mikołaj.
- Jezu myślałem że coś się stało, wczoraj tak szybko wyszłaś.
- Schlaliście się i co miałam czekać aż wytrzeźwiejecie? - pytam z niesmakiem w głosie i patrze na zegarek. - jest druga nad ranem...
- Serio?
- Tak, dopiero ogarneliście się?
- No - następuje głucha cisza. - tak. Przepraszam.
- Nie masz za co Larsiu.
- Haha to się ciesze.
- Może pogadamy rano? Chce spać i w ogóle nie najlepiej się czuje.
- Coś się stało?
- Nic takiego, rano zadzwonie.
- Dobra. Dobranoc.
Tak, zadzwoń o drugiej nad ranem żeby upewnić się że dotarłam do domu. Dziękuje serdecznie. Ja nie wierze, leżeli tam pijani tyle czasu? Masakra. Z kim ja się zadaje. Leże kilkanaście minut. Nie no. Teraz już nie zasnę. Dzięki Lars. Schodzę do kuchni, po drodzę sprawdzając czy mama jest w domu. Nie ma jej, no ale czego miałam się spodziewać. Włączam telewizor i nastawiam wodę na herbatę. Na każdym kanale już świąteczne reklamy, programy i piosenki. Przecież do wigilii... dziesięć dni! A już taki szał. Dobra, woda zagotowana. Szukam po szafkach jakiejś herbaty. Super. Nie ma nigdzie żadnej innej niż miętowa. Nienawidzę jej. Spoglądam za okno i widzę piękny widok. Dookoła pruszy śnieg, który zdążył już trochę ośnieżyć ogród i ulice. Czas najwyższy znaleźć buty zimowe. Siadam na kanapie i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Na jutro byłam umówiona do fryzjera, ale przez moją kochaną mamusię nic z tego. Dlaczego ona taka jest. Kiedyś była inna. Potem tata ją zostawił, bo zachowywała się jak idiotka, ale teraz jest gorzej. Mnie ma w nosie, tylko faceci i ta jej przyjaciółka. Nie wiem jak ma na imię i nie interesuje mnie to. Zastanawiam się jak to wszystko dalej będzie. Czuję że lepiej z nią się nie stanie, ale mam jednak nadzieje że się zmieni. Tylko w co ja wierze. Łudzę się że kiedyś będę miała życie jak z bajki, w uroczym domku z pierniczków. Łzy spływają mi po policzku. Dobra koniec. Może Lars coś pomoże? Wyciągam telefon.
"Śpisz?"
"No co Ty. A Ty dlcz nie poszłaś spać?"
"Nie mogę. Możesz gadać?"
"Chcesz żebym przyjechał?"
Co powinnam zrobić? W sumie mowa była o moim nie wychodzeniu z domu, a nie o zapraszaniu ludzi do domu. Dobra, raz kozi śmierć.
"Jak chcesz."
Lars:
"Jadę"
Wsiadam w samochód jak najszybciej umiem. Czuję że coś jest nie tak. Mijam wszystkie budynki z prędkością światła i parkuje przed jej domem. Na podjeździe nie ma żądnego samochodu. Mamy Alex nie ma w domu, to nie zapowiada nic dobrego. Pukam do drzwi, Alex otwiera. Płakała. Ma czerwone oczy.
- Co jest Alex?
- To jest dziwne. - załamuje ręce bo nie wiem jak mam to powiedzieć.
- Nic nie jest dziwne. Po prostu powiedz. - przytulam ją mocno.
Siadamy na kanapie, a ona cały czas płacząc opowiada mi wszystko. O mamie, tacie, o sobie i o problemach. Cały czas płacze. Kiedy przestała mówić położyła się na mnie i zasnęła. Wyrzuciła wszystko do ją trapiło i zasnęła. Patrzę na nią i zastanawiam się jak to jest że taka słodka i piękna dziewczyna na co dzień ma tak przejebane. Nie żeby każdy z nas nie miał problemów, ale ona po prostu wygląda na cudowną dziewczynę z kochającego domu. Głaszczę ją po włosach, chciałbym to móc robić co dziennie. Chyba powinienem ją zanieść do łóżka. Biorę ją na ręce i niosę na górę. Zaglądam najpierw do prawie pustego pokoju, który jest chyba sypialnią jej mamy. Otwieram kolejne drzwi. To co widzę idealnie pasuje do Alex. Na przeciwko drzwi jest okno i biurko, po prawej stronie we wnęce jest dosyć duże łóżko. Wszystkie meble i ściany utrzymane są w bieli, a dodatki w różu i czerni. Odkrywam jej łóżko i kładę ją. Kiedy już chce wychodzić słyszę:
- Larsiu?
- Słucham?
- Zostaniesz? - mówi delikatnie otwierając oczy.
- Nie powinienem... - odkrywa mi kołdrę i poklepuje miejsce obok siebie. - na prawdę Alex.
- Cichoo...
Chwilę stoję i zastanawiam się co powinienem zrobić. Szybko zdejmuję bluzę i kładę się obok niej. Przecież nic się nie stanie. Patrzę na ścianę na przeciwko. Dużo powieszonych ramek na zdjęcia. Wszystkie są puste oprócz jednej w którą oprawiony jest bilet z koncertu Iron Maiden. Odwracam się w stronę Alex a ona mnie przytula. Nawet nie wiem kiedy zasypiam...
poniedziałek, 30 grudnia 2013
niedziela, 22 grudnia 2013
Rozdział III
Alex:
Boże jak mi się dobrze spało. Patrze na zegarek - jest ósma. Spałam tylko trzy godziny? Nie poznaje siebie. Pójdę zobaczyć jak reszta, tylko szybko coś na siebie włożę.
Ja pierdziele. Co to do cholery jest. Cała czwórka leży nie żywa na podłodze. Jestem w ciężkim szoku. W ogóle nie podejrzewałam, że można tyle wypić. Pomieszczenie które kilka godzin temu było czyste, teraz jest wypełnione pustymi butelkami, całą masą brudnych szklanek. Masakra, czy zanocowałam u jakiś dzieci? Chyba tak. Po raz kolejny patrze na telefon. Dziesięć nieodebranych połączeń. Pewnie od mamy. Kurde no. Będzie opieprz. Dobra, nie będę oddzwaniać, po prostu ubiorę się i wytłumaczę jej to w domu. Po cichu wyszłam z magazynu, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Zakładam słuchawki i wychodzę z budynku. Ależ zimno, więc szybko zapinam kurtkę. Idę, wymyślam historię o mojej nocy, na tyle wiarygodną, żeby mama w nią uwierzyła. Jestem tak pochłonięta, że nie słyszę że ktoś mnie woła.
- Hej śliczna!
Jestem pewna że to Lars, więc zdejmuje słuchawki i odwracam się. Mylę się. Przede mną stoi wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Nie znam go, ale wygląda na jakiegoś gościa z gangu czy co.
- Coo? - ledwie wyciskam z siebie pytanie.
- Cześć piękna.
- Fajnie. - odwracam się i idę dalej w stronę domu.
- Nikt nie uświadomił że nie ładnie jest ignorować ludzi?
- Słucham? O czym ty do mnie mówisz człowieku. - mówię nieco zbulwersowana całą sytuacją.
- Pogadajmy może?
- Nie mamy o czym, ja Cię w ogóle nie znam... - mam ochotę pobiec przed siebie.
- Może skoczymy razem na kawę?
- Boże człowieku skończ. - tym razem nie daje nic mu dodać i prawie że biegnąc udaje się w stronę domu.
Co za człowiek, masakra. Wyrwał mnie z przemyśleń na temat całego wczorajszego dnia. Było fajnie, do wieczora całkiem sympatycznie. Potem zgony Aidena i Masona. Mają dwadzieścia kilka lat, a zachowują się jakby mieli po 10. Ciągle by chlali i spali, tak w kółko. Nicka bardzo lubię, wydaje się najbardziej ogarnięty z całego zespołu. Za to Lars to całkiem inna historia. Jest w porządku, jesteśmy przyjaciółmi, spotykamy się często. Jest cudowny, ale no nie wiem czy coś do niego czuje. Wydaje mi się że on coś do mnie tak. Nie wiem , jestem za głupia i tyle.
Nie sądziłam że z magazynu do domu trzeba iść tak długo. Już mi się nie chce. Wrażenie że się wyspałam było tylko chwilowe i teraz czuję się znużona. Chyba nie dojdę. Zostało mi z jakieś piętnaście minut, ale dłużą się one w godziny. Wchodzę do domu. W głowie mam przygotowaną przemowę.
- Alex?! - już czuję buzującą złość w jej głosie.
- Taak mamo?
- Gdzieś Ty była?! Nie odbierałaś telefonów! Gdzie byłaś całą noc?! Na policje już chciałam dzwonić!
- Spokojnie.
- Jak mogę być spokojna kiedy ty wychodzisz i nie wracasz na noc do domu?!
- Mamo, byłam z koleżanką w sklepie, potem poszłyśmy do niej i jakoś się tak zasiedziałam i zostałam na noc. - ukrywam zdenerwowanie w głosie.
- Tak? U której koleżanki? Może do niej zadzwonię? - miałam nadzieje że tego nie powie.
- Nie znasz jej.
- To nie pierwszy raz kiedy tak robisz, ale to pierwszy raz kiedy spędziłaś noc poza domem bez mojej zgody! Mam tego dosyć! Myślisz że jak ojciec poszedł z inną to ty możesz robić co chcesz?! O nie kochana, grubo się mylisz! Masz szlaban! Nigdzie nie wychodzisz do czasu aż ci nie pozwolę!
- Mama!
- Na góre do pokoju!
O nie. Tego w życiu się nie spodziewałam. Nigdy, ale to nigdy. Moja mama jest trochę dziwna, ale nigdy nie była aż tak dziwna. Ough. Jak ja będę się spotykać z Larsem i resztą? Z przyjaciółmi? Zaraz się popłacze. Nie chce izolacji od niego. Zależy mi na nim, jak na nikim innym. Nie długo święta, śnieg i wszystko inne a ja będę w domu. O nie. Jeszcze ten blondyn, kto to był? Rycze jak dziecko. Strasznie mi przykro. Moja matka jest dziwna. Rozwód z ojcem był z jakieś trzy miesiące temu a ona już miała kilku facetów. Nie było jej cały czas w domu, wyjeżdżała na wakacje z nimi cały czas, znikała na całe dni a ja nawet na jedną noc nie mogłam wyjść. Chore. Po prostu chore. Trzaskam drzwiami jak najmocniej umiem i włączam lampki choinkowe których nie zdjęłam od zeszłorocznych świąt. Tak mi przypadły do gustu. Nie mam siły, idę do łóżka.
Boże jak mi się dobrze spało. Patrze na zegarek - jest ósma. Spałam tylko trzy godziny? Nie poznaje siebie. Pójdę zobaczyć jak reszta, tylko szybko coś na siebie włożę.
Ja pierdziele. Co to do cholery jest. Cała czwórka leży nie żywa na podłodze. Jestem w ciężkim szoku. W ogóle nie podejrzewałam, że można tyle wypić. Pomieszczenie które kilka godzin temu było czyste, teraz jest wypełnione pustymi butelkami, całą masą brudnych szklanek. Masakra, czy zanocowałam u jakiś dzieci? Chyba tak. Po raz kolejny patrze na telefon. Dziesięć nieodebranych połączeń. Pewnie od mamy. Kurde no. Będzie opieprz. Dobra, nie będę oddzwaniać, po prostu ubiorę się i wytłumaczę jej to w domu. Po cichu wyszłam z magazynu, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Zakładam słuchawki i wychodzę z budynku. Ależ zimno, więc szybko zapinam kurtkę. Idę, wymyślam historię o mojej nocy, na tyle wiarygodną, żeby mama w nią uwierzyła. Jestem tak pochłonięta, że nie słyszę że ktoś mnie woła.
- Hej śliczna!
Jestem pewna że to Lars, więc zdejmuje słuchawki i odwracam się. Mylę się. Przede mną stoi wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Nie znam go, ale wygląda na jakiegoś gościa z gangu czy co.
- Coo? - ledwie wyciskam z siebie pytanie.
- Cześć piękna.
- Fajnie. - odwracam się i idę dalej w stronę domu.
- Nikt nie uświadomił że nie ładnie jest ignorować ludzi?
- Słucham? O czym ty do mnie mówisz człowieku. - mówię nieco zbulwersowana całą sytuacją.
- Pogadajmy może?
- Nie mamy o czym, ja Cię w ogóle nie znam... - mam ochotę pobiec przed siebie.
- Może skoczymy razem na kawę?
- Boże człowieku skończ. - tym razem nie daje nic mu dodać i prawie że biegnąc udaje się w stronę domu.
Co za człowiek, masakra. Wyrwał mnie z przemyśleń na temat całego wczorajszego dnia. Było fajnie, do wieczora całkiem sympatycznie. Potem zgony Aidena i Masona. Mają dwadzieścia kilka lat, a zachowują się jakby mieli po 10. Ciągle by chlali i spali, tak w kółko. Nicka bardzo lubię, wydaje się najbardziej ogarnięty z całego zespołu. Za to Lars to całkiem inna historia. Jest w porządku, jesteśmy przyjaciółmi, spotykamy się często. Jest cudowny, ale no nie wiem czy coś do niego czuje. Wydaje mi się że on coś do mnie tak. Nie wiem , jestem za głupia i tyle.
Nie sądziłam że z magazynu do domu trzeba iść tak długo. Już mi się nie chce. Wrażenie że się wyspałam było tylko chwilowe i teraz czuję się znużona. Chyba nie dojdę. Zostało mi z jakieś piętnaście minut, ale dłużą się one w godziny. Wchodzę do domu. W głowie mam przygotowaną przemowę.
- Alex?! - już czuję buzującą złość w jej głosie.
- Taak mamo?
- Gdzieś Ty była?! Nie odbierałaś telefonów! Gdzie byłaś całą noc?! Na policje już chciałam dzwonić!
- Spokojnie.
- Jak mogę być spokojna kiedy ty wychodzisz i nie wracasz na noc do domu?!
- Mamo, byłam z koleżanką w sklepie, potem poszłyśmy do niej i jakoś się tak zasiedziałam i zostałam na noc. - ukrywam zdenerwowanie w głosie.
- Tak? U której koleżanki? Może do niej zadzwonię? - miałam nadzieje że tego nie powie.
- Nie znasz jej.
- To nie pierwszy raz kiedy tak robisz, ale to pierwszy raz kiedy spędziłaś noc poza domem bez mojej zgody! Mam tego dosyć! Myślisz że jak ojciec poszedł z inną to ty możesz robić co chcesz?! O nie kochana, grubo się mylisz! Masz szlaban! Nigdzie nie wychodzisz do czasu aż ci nie pozwolę!
- Mama!
- Na góre do pokoju!
O nie. Tego w życiu się nie spodziewałam. Nigdy, ale to nigdy. Moja mama jest trochę dziwna, ale nigdy nie była aż tak dziwna. Ough. Jak ja będę się spotykać z Larsem i resztą? Z przyjaciółmi? Zaraz się popłacze. Nie chce izolacji od niego. Zależy mi na nim, jak na nikim innym. Nie długo święta, śnieg i wszystko inne a ja będę w domu. O nie. Jeszcze ten blondyn, kto to był? Rycze jak dziecko. Strasznie mi przykro. Moja matka jest dziwna. Rozwód z ojcem był z jakieś trzy miesiące temu a ona już miała kilku facetów. Nie było jej cały czas w domu, wyjeżdżała na wakacje z nimi cały czas, znikała na całe dni a ja nawet na jedną noc nie mogłam wyjść. Chore. Po prostu chore. Trzaskam drzwiami jak najmocniej umiem i włączam lampki choinkowe których nie zdjęłam od zeszłorocznych świąt. Tak mi przypadły do gustu. Nie mam siły, idę do łóżka.
Rozdział II
Alex:
Stoję w domu metalowców, który w tym momencie zaprzecza wszystkiemu co do tej pory słyszałam. Co prawda trochę do ideału brakuje, ale jestem w szoku. Perkusja, gitary i cały sprzęt ułożone w jednej wnęce, łóżka pościelone, nic nie jest porozrzucane na podłodze. Wow, naprawdę duże wow.
Lars:
Odetchnąłem z ulgą. Myślałem że będą mieli wszystko w dupie, a tu się okazuje że na serio posprzątali. Normalnie aż postawie im wódkę, a nawet dwie.
- I jak, jest tak strasznie?
- No co Ty Lars, fajny macie domek.
Alex:
Po kolei witam się z Nickiem, Aidenem i Masonem. Trochę się bałam spotkania z nimi, ale jest ok.
- Co u ciebie? - pyta Nick.
- Jakoś leci, a u was?
- Brakuje whiski. - mówi Aiden.
- I wódki. - dodaje Mason. - nie masz nic przeciwko, że się napijemy?
- Po co się pytasz? Rób co chcesz.
Lars:
O nie. Pierdole. Co oni odpierdalają, no halo. Ona ma siedemnaście lat. Nie pije. Mam wrażenie że jestem za nią odpowiedzialny.
- Chłopaki, serio?
- Ale Alex nie ma nic przeciwko, to dlaczego ty masz coś? - daje Aiden. - masz problem.
I już leje do szklanek.
- Chcesz Nick?
- Troszkę.
- Lars, nie bądź taki sztywny. Wczoraj jakoś piłeś, to dziś też musisz. - zachęca Mason.
Kiwam głową i podstawiam szklankę. Wstaję do lodówki:
- Co sobie życzysz? Sok pomarańczowy, wodę, ice tea?
- Ymm, sok. - i znowu uśmiecha się tak pięknie jak nikt inny.
Alex:
Cały czas siedzieliśmy, ja popijałam sok, a oni alko. Pod wieczór Aiden i Mason są już tak pijani że po prostu leżą na podłodze. Lars poszedł do piwnicy po coś.
- Nick, muszę się zbierać.
- No co ty. Gdzie ty chcesz jechać?
- Do domu.
- Weź nie żartuj. Wiesz co to za dzielnica? Lepiej zostań tu, mamy wolne łóżko. - mówi wskazując na wielkie łóżko schowane za kotarą na samym końcu magazynu. - nikt tam nie śpi, więc możesz tam przenocować.
- No nie wiem....
W tej chwili wchodzi Lars. Kiedy powiedziałam mu że idę powiedział że mam zostać i też wskazał tamto łóżko, poczułam że jest mi ono przeznaczone ( hhahhahaha). Mam wielkie wątpliwości co do słuszności mojej decyzji, ale cóż.
- No dobra. Ale jutro mnie odwieziesz?
- Z przyjemnością mała.
- Lars!
- No nie będę tak mówił, mała. - całą trójką zaczęliśmy się śmiać.
Troszkę dziwnie się czuje mając spać w czyimś domu, a raczej magazynie. Chyba ukradnę to łóżko i wstawię do swojego pokoju. Jest super wygodne. Hahaha. W całym pomieszczeniu nieco wali alkoholem, ale da się wytrzymać.
- Wygodnie? - pyta Lars, siadając na skrawku łóżka.
- No pewnie.
- Dobra, dobranoc. - daje mi całusa w czoło. - jest już piąta. Kurwa nie widze już na oczy.
- To idź spać może?
- Trzeba Aidena i Masona ogarnąć.
- Po co?
- No Alex, oni leżą na podłodze.
- Na własne życzenie, schlali się bo tak chcieli. - czy na serio muszę to mu tłumaczyć.
- Racja.
I poszedł. Zasłonił trochę kotare, ale wiem że nie poszedł spać. Poszedł pić z Nickiem zapewne. Jestem padnięta.
Stoję w domu metalowców, który w tym momencie zaprzecza wszystkiemu co do tej pory słyszałam. Co prawda trochę do ideału brakuje, ale jestem w szoku. Perkusja, gitary i cały sprzęt ułożone w jednej wnęce, łóżka pościelone, nic nie jest porozrzucane na podłodze. Wow, naprawdę duże wow.
Lars:
Odetchnąłem z ulgą. Myślałem że będą mieli wszystko w dupie, a tu się okazuje że na serio posprzątali. Normalnie aż postawie im wódkę, a nawet dwie.
- I jak, jest tak strasznie?
- No co Ty Lars, fajny macie domek.
Alex:
Po kolei witam się z Nickiem, Aidenem i Masonem. Trochę się bałam spotkania z nimi, ale jest ok.
- Co u ciebie? - pyta Nick.
- Jakoś leci, a u was?
- Brakuje whiski. - mówi Aiden.
- I wódki. - dodaje Mason. - nie masz nic przeciwko, że się napijemy?
- Po co się pytasz? Rób co chcesz.
Lars:
O nie. Pierdole. Co oni odpierdalają, no halo. Ona ma siedemnaście lat. Nie pije. Mam wrażenie że jestem za nią odpowiedzialny.
- Chłopaki, serio?
- Ale Alex nie ma nic przeciwko, to dlaczego ty masz coś? - daje Aiden. - masz problem.
I już leje do szklanek.
- Chcesz Nick?
- Troszkę.
- Lars, nie bądź taki sztywny. Wczoraj jakoś piłeś, to dziś też musisz. - zachęca Mason.
Kiwam głową i podstawiam szklankę. Wstaję do lodówki:
- Co sobie życzysz? Sok pomarańczowy, wodę, ice tea?
- Ymm, sok. - i znowu uśmiecha się tak pięknie jak nikt inny.
Alex:
Cały czas siedzieliśmy, ja popijałam sok, a oni alko. Pod wieczór Aiden i Mason są już tak pijani że po prostu leżą na podłodze. Lars poszedł do piwnicy po coś.
- Nick, muszę się zbierać.
- No co ty. Gdzie ty chcesz jechać?
- Do domu.
- Weź nie żartuj. Wiesz co to za dzielnica? Lepiej zostań tu, mamy wolne łóżko. - mówi wskazując na wielkie łóżko schowane za kotarą na samym końcu magazynu. - nikt tam nie śpi, więc możesz tam przenocować.
- No nie wiem....
W tej chwili wchodzi Lars. Kiedy powiedziałam mu że idę powiedział że mam zostać i też wskazał tamto łóżko, poczułam że jest mi ono przeznaczone ( hhahhahaha). Mam wielkie wątpliwości co do słuszności mojej decyzji, ale cóż.
- No dobra. Ale jutro mnie odwieziesz?
- Z przyjemnością mała.
- Lars!
- No nie będę tak mówił, mała. - całą trójką zaczęliśmy się śmiać.
Troszkę dziwnie się czuje mając spać w czyimś domu, a raczej magazynie. Chyba ukradnę to łóżko i wstawię do swojego pokoju. Jest super wygodne. Hahaha. W całym pomieszczeniu nieco wali alkoholem, ale da się wytrzymać.
- Wygodnie? - pyta Lars, siadając na skrawku łóżka.
- No pewnie.
- Dobra, dobranoc. - daje mi całusa w czoło. - jest już piąta. Kurwa nie widze już na oczy.
- To idź spać może?
- Trzeba Aidena i Masona ogarnąć.
- Po co?
- No Alex, oni leżą na podłodze.
- Na własne życzenie, schlali się bo tak chcieli. - czy na serio muszę to mu tłumaczyć.
- Racja.
I poszedł. Zasłonił trochę kotare, ale wiem że nie poszedł spać. Poszedł pić z Nickiem zapewne. Jestem padnięta.
sobota, 21 grudnia 2013
Rozdział I
Alex:
Delikatnie odsunęłam zasłonę, by zobaczyć czy może już przyjechał. Chociaż nie znałam go długo, to wiedziałam że zwykle się spóźnia. Spojrzałam na telefon. Powinien już być. Zeszłam już na dół i powiedziałam mamie że wychodzę z koleżankami. Wolę skłamać niż powiedzieć że wychodzę facetem którego znam dosyć krótko. Wyglądam jakoś wyjątkowo ładnie, ale jak zwykle założyłam trampki. Dostałam sms, więc mogę wychodzić.
Przed furtką stoi dość wysoki facet, ubrany na czarno. Cały Lars.
- Cześć Alex. - wygląda troszkę jakby by nieco wczorajszy.
- No hey. - mówi otwierając mi drzwi do samochodu. Chciałabym spytać co tym razem sprawiło że się spóźnił, ale stwierdziłam że nie będę się wtrącać. To jego sprawa. - przepraszam za spóźnienie. Zaspałem.
- Jest 13. - chce mi się śmiać.
- Wczoraj byłem z chłopakami na mieście i wiesz... - jest nieco zmieszany odpala samochód.
Lars:
Boże, dziś wszystko idzie nie tak. Wczoraj nieźle się schlałem, kurwa no. I jeszcze się spóźniłem. Nie. Nie. Nie. Chce zabrać Alex do naszej "chatki" więc kazałem posprzątać ją reszcie. Mam nadzieje że zdążyli, bo nie miałem czasu sprawdzić. A ona wygląda jak zwykle przepięknie. A teraz pewnie się wścieka na mnie za to spóźnienie.
- Jestem idiotą, ale nie bądź zła.
- Nie jestem zła. - uśmiecha się najpiękniejszym uśmiechem. - powiedz lepiej gdzie mnie zabierasz?
- Nie ufasz mi?
- Nie to że Ci nie ufam, po prostu znamy się dosyć krótko i jestem ciekawa gdzie jedziemy. Hmm?
- Niespodzianka...
Nick:
Sprzątam ten syf od samego rana i nieźle nawet idzie. Nie myślałem że mamy tu taką ładną podłogę. Reszty nie mogłem obudzić po wczorajszej jeździe.
- Nick! Gdzie jest whiski!
- Nie drzyj kurwa mordy Aiden! Łeb mi pęka. Nie pij nic, ani Ty ani Mason. Wiecie kto przyjeżdża?
- Kto?
- Ta od Larsa? - z łóżka wychodzi Mason.
- Aaaa, Alex?
- Tak, więc musimy posprzątać. Okej? I tak większość ogarnąłem. Po prostu poukładajcie gdzieś swoje gitary i resztę jak nie chcecie wyjść na idiotów.
- Ale ja nie chce sprzątać! - prawie jak dziecko krzyczy Aiden.
- Zrób to dla Larsa, nie widzisz jaki jest szczęśliwy?
- Ja chce widzieć moją whiski.
Nie dogadam się z pijakami.
Alex:
Więc stoję przed zwykłym magazynem i już wiem gdzie mnie zabrał. Do jego domu, do domu całej czwórki. Czekam aż Lars zrobi cokolwiek bo ja nie mam zamiaru tam wchodzić. Tak jak mi nie jedna osoba opowiadała: jeden wielki śmietnik, butelki po alko, wszędzie ciuchy, jakiś sprzęt muzyczny i inne śmieci.
- Co mała, boisz się czy co? - śmieje się Lars.
- Szczerze? Boję się. - oboje zaczynamy się śmiać. - i nie mów na mnie mała.
- Nie bój się, kazałem im posprzątać. - otwiera przede mną furtkę i bierze za ramię. Rzucam mu krótki uśmiech, ale czuję się niepewnie. Nie wiem czy do niego coś czuję, czy w ogóle coś nas łączy. Poznaliśmy się przez przypadek w sklepie muzycznym. Ja szukałam jakiś ciekawych płyt, a on kupował nowe pałki do perkusji. Było to chyba z trzy tygodnie temu i od tego czasu spotykamy się prawie codziennie.
Delikatnie odsunęłam zasłonę, by zobaczyć czy może już przyjechał. Chociaż nie znałam go długo, to wiedziałam że zwykle się spóźnia. Spojrzałam na telefon. Powinien już być. Zeszłam już na dół i powiedziałam mamie że wychodzę z koleżankami. Wolę skłamać niż powiedzieć że wychodzę facetem którego znam dosyć krótko. Wyglądam jakoś wyjątkowo ładnie, ale jak zwykle założyłam trampki. Dostałam sms, więc mogę wychodzić.
Przed furtką stoi dość wysoki facet, ubrany na czarno. Cały Lars.
- Cześć Alex. - wygląda troszkę jakby by nieco wczorajszy.
- No hey. - mówi otwierając mi drzwi do samochodu. Chciałabym spytać co tym razem sprawiło że się spóźnił, ale stwierdziłam że nie będę się wtrącać. To jego sprawa. - przepraszam za spóźnienie. Zaspałem.
- Jest 13. - chce mi się śmiać.
- Wczoraj byłem z chłopakami na mieście i wiesz... - jest nieco zmieszany odpala samochód.
Lars:
Boże, dziś wszystko idzie nie tak. Wczoraj nieźle się schlałem, kurwa no. I jeszcze się spóźniłem. Nie. Nie. Nie. Chce zabrać Alex do naszej "chatki" więc kazałem posprzątać ją reszcie. Mam nadzieje że zdążyli, bo nie miałem czasu sprawdzić. A ona wygląda jak zwykle przepięknie. A teraz pewnie się wścieka na mnie za to spóźnienie.
- Jestem idiotą, ale nie bądź zła.
- Nie jestem zła. - uśmiecha się najpiękniejszym uśmiechem. - powiedz lepiej gdzie mnie zabierasz?
- Nie ufasz mi?
- Nie to że Ci nie ufam, po prostu znamy się dosyć krótko i jestem ciekawa gdzie jedziemy. Hmm?
- Niespodzianka...
Nick:
Sprzątam ten syf od samego rana i nieźle nawet idzie. Nie myślałem że mamy tu taką ładną podłogę. Reszty nie mogłem obudzić po wczorajszej jeździe.
- Nick! Gdzie jest whiski!
- Nie drzyj kurwa mordy Aiden! Łeb mi pęka. Nie pij nic, ani Ty ani Mason. Wiecie kto przyjeżdża?
- Kto?
- Ta od Larsa? - z łóżka wychodzi Mason.
- Aaaa, Alex?
- Tak, więc musimy posprzątać. Okej? I tak większość ogarnąłem. Po prostu poukładajcie gdzieś swoje gitary i resztę jak nie chcecie wyjść na idiotów.
- Ale ja nie chce sprzątać! - prawie jak dziecko krzyczy Aiden.
- Zrób to dla Larsa, nie widzisz jaki jest szczęśliwy?
- Ja chce widzieć moją whiski.
Nie dogadam się z pijakami.
Alex:
Więc stoję przed zwykłym magazynem i już wiem gdzie mnie zabrał. Do jego domu, do domu całej czwórki. Czekam aż Lars zrobi cokolwiek bo ja nie mam zamiaru tam wchodzić. Tak jak mi nie jedna osoba opowiadała: jeden wielki śmietnik, butelki po alko, wszędzie ciuchy, jakiś sprzęt muzyczny i inne śmieci.
- Co mała, boisz się czy co? - śmieje się Lars.
- Szczerze? Boję się. - oboje zaczynamy się śmiać. - i nie mów na mnie mała.
- Nie bój się, kazałem im posprzątać. - otwiera przede mną furtkę i bierze za ramię. Rzucam mu krótki uśmiech, ale czuję się niepewnie. Nie wiem czy do niego coś czuję, czy w ogóle coś nas łączy. Poznaliśmy się przez przypadek w sklepie muzycznym. Ja szukałam jakiś ciekawych płyt, a on kupował nowe pałki do perkusji. Było to chyba z trzy tygodnie temu i od tego czasu spotykamy się prawie codziennie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)