sobota, 1 marca 2014

Rozdział IX

Alex:
- Czekaj, czekaj.
- Jedziesz do szkoły? Może Cię podwieziemy? - Nick i Lars spoglądają na mnie.
- Mam jeszcze dużo czasu, jedzcie do studia. Trzymam za was kciuki. - wychodzimy z domu, a Larsio obejmuje mnie w pasie i przytula. - idź, bo spóźnicie się.
- Nie ważne. Kocham Cię.
Wchodzi do samochodu i znika mi, razem z Aidenem, Masonem i Nickiem. Stoję tak jeszcze chwilę, ale zaczyna padać śnieg więc chowam się do domu. Czuję się dziwnie. Pierwszy raz jestem sama w tym domu i dziś idę do szkoły. Wcale nie zaliczyć jakiś testów, ale tak po prostu. Nie co dziwne uczucie ale dam radę. Pakuję do plecaka książki, zeszyty i portfel. Od nowego domu nie mam daleko do szkoły, i to mnie cieszy. Patrzę na zegarek i zadaję sobie sprawę że to już czas na ubieranie się. Otwieram torbę, bo ubrań nie włożyłam jeszcze do szafy, i wybieram bluzkę. Wziąć tą czarną, czy tą czarną? Haha. Slayer. Wybieram tą. Do tego czarne rurki i conversy z ćwiekami. Idę do łazienki, maluję się jak zwykle, gdy robię sobie makijaż, czarny cień, rzęsy i szminka. Nie czerwona czy czarna. Delikatny róż z beżem, nic rzucającego się w oczy. Zakładam ciepłą kurtkę, zarzucam plecak na plecy i wychodzę z domu. Z kieszeni wyciągam słuchawki i włączam muzykę. W miarę zbliżania się do szkoły narasta stres z nią związany. Ludzie tam są całkowicie pojebani. No nie mówię że wszyscy, ale zdecydowana większość tak. Boję się reakcji ich i nauczycieli. Dawno mnie tam nie było, znaczy przychodziłam tam tylko na chwilę napisać sprawdzian. Tak było od czasu rozwodu rodziców. Wchodzę stanowczo do szkoły i zmierzam ku szatni. Chowam kurtkę i wyciągam z plecaka plan lekcji. Angielski. Do sali wchodzę nieco spóźniona, kiedy wszyscy już siedzą.
- Araya?
Patrzę na nauczycielkę nieco zdziwiona, że pamięta moje nazwisko.
- Witamy w szkole.
- Witam. - przewracam oczami.
Siadam w ławce, wyciągam książki.

Lekcja mija za lekcją. Przyszłam na ósmą, jest już dziesiąta. Jeszcze dwie godziny. Przede mną biologia i historia. Nie powiem żeby była zadowolona z tej ostatniej. Na poprzednich lekcjach wszyscy byli w szoku że mnie widzą. Wow. Każda osoba na korytarzu patrzy na mnie jak na kosmitę. Nie dziwie się. Oryginalność, czyli słuchanie metalu a nie rapu jest rzeczą dziwną. A tym bardziej nie ubieranie się na "swaga".  Na historii dostaje sms, to Lars.

"I jak tam?"

"Masakra, a jak wam idzie? :)"

"Aż tak źle? :( Uwierz, u nas nie jest lepiej. Ale zaraz do domu jedziemy."

Odpowiadam na sms, gdy nagle nade mną stoi nauczycielka
- Schowasz to?
- Przepraszam - i chowam go do kieszeni.
Zastanawiam się skąd wiedziała, że mam telefon, skoro siedzę w ostatniej ławce. Czekam tylko na dzwonek. Odwraca się do mnie dziewczyna z ławki przede mną. To Hannah.
- W końcu przyszłaś do szkoły.
- No dawno mnie nie było.
- Wszystko dobrze? - to pytanie wydaje mi się nieco dziwne.
- A co ma być nie tak?
- No wiesz, co działo się z Tobą...
- Sorry Hannah, ale nie wiem o czym mówisz. - popatrzyła na mnie wzrokiem bólu i rozpaczy.
- Nic, nic Alex. - i obraca się z powrotem w stronę tablicy.
Pukam ją w ramię - no powiedz mi o co chodzi.
- Poczekaj na mnie po lekcjach.
Jestem ciekawa o co chodzi.

Czekam na nią pod szkołą, jestem zirytowana ponieważ stoję już tu dziesięć minut, a niej brak. W końcu wychodzi.
- No dobra Hannah. Mów o co chodzi.
- No nie było Cię w szkole.
- Wiem przecież. Ale co chcesz mi powiedzieć?
- Martwiłam się o Ciebie. No wiesz...
- Dzięki, nie trzeba było.
Dziwne. Bardzo dziwne. Opuszczam teren szkoły i kieruję się do sklepu. Kupię coś na obiad. Mam ochotę na makaron z sosem pieczarkowym i mam nadzieję że chłopacy będą zadowoleni. W sklepie chodzę między regałami aż natrafiam na Jack'a.
- Ooo i kogo ja widzę?
Przewalam oczami i odwracam się udając że nic nie słyszałam.
- Znowu będziemy przerabiać temat, że nie można ignorować innych?
- Jack! Daj mi do cholery spokój w końcu!
- Znasz moje imię. Tak się składa że ja Twoje też. - płacę szybko przy kasie i wychodzę ze sklepu. - a więc Alex. Alex Araya. Ciągle wagaruje. Ale dziś był wyjątek. Była w szkole.
Dalej go ignoruje. Zastanawiam się o co mu chodzi. Jestem w szoku że wie cokolwiek o mnie więcej, niż to że nazywam się Alex.
- Zaskoczę Cię. Wiem też, że umiesz grać na basie. Prawda?
Odwracam się do niego i mierze go wzrokiem.
- Za kogo Ty się masz? Myślisz że przyjdziesz i powiesz mi kilka faktów z mojego życia, a ja co zrobię?
- Hymmm. Tak tego nie rozpatrywałem. Gdzie idziemy. - łapie mnie za tyłek.
- Odpierdol się. - i wbijam mu łokieć w brzuch.
- Lubisz na ostro?
Idę szybszym krokiem i zdaję sobie sprawę, że Larsio to najlepszy człowiek świata. Znamy się tyle czasu, a on się do mnie nie dobierał. A ten cały Jack - znamy się kilka dni a on już się dobiera. Nie zły człowiek. Idę dalej.
- To gdzie, może do mnie? U Ciebie chyba są ćpuni?
- Zamknij się. Mam dosyć...
Przy bramce do mojego domu Jack łapie mnie za ramię i trzyma.
- Puść mnie kurwa. - próbuje się wyrwać, ale jest za silny.
- Co Ty taka sztywna?
W tym momencie z domu wychodzi Nick, a chwilę za nim Lars.
- Odpierdol się złamasie jeden od niej. - krzyczy Nick.
Nick łapie mnie pod ramię i odciąga od Jack'a a Lars zaczyna się z nim szarpać.
- Lars, daj spokój. - nie za bardzo chce mnie słuchać, więc łapię go za koszulkę i ciągnę - proszę.
Odrywa się od niego i odejmuje mnie w pasie, szepcząc "Przepraszam".
- Jeszcze raz na nią się spojrzysz, lub cokolwiek do niej powiesz, zapierdole Cię. Zapierdole tak że nie wstaniesz.
Jack zaczyna się śmiać, ale po chwili jego twarz przybiera bardziej poważną twarz. - wiesz Alex, Lars nie zasługuje na Ciebie, ani on, ani żaden z tej jego paczki ćpunów. Pomyśl o tym.
Nie powiem żeby jego słowa spłynęły po mnie. Ale na pewno nie sprawiły że oderwałam się od Larsa.
- No i moja propozycja jest nadal aktualna. - na jego twarzy pojawia się uśmieszek idioty - Bo laseczka z Ciebie pierwsza klasa.
Nie mam zamiaru dalej go słuchać, więc ciągnę za ręce Nicka i Larsa. Wchodzimy do domu. Rzucam się na kanapę.
- Ejj Alex... zrobisz coś do jedzenia? - słyszę Aidena.
- Wczoraj obiad był super. - dokłada się Nick.
- Zaraz coś zrobię. - mruczę. Nie chce mi się wstawać z tej kanapy. Lars siada obok mnie i masuje mnie po plecach. Wstawaj, pomożemy Ci.

******

Jestem pod wrażeniem. Cała czwórka pomogła mi ugotować obiad. Pokroili wszystko co potrzebowałam do ugotowania go. Wpierdolili wszystko co było, a ja martwiłam się czy nie za dużo haha. Fantastycznie.
Leżymy sobie teraz z Larsem w salonie. Nikt nic nie mówi, tylko Aiden i Mason grają coś na gitarach.
- Alex?
- Tak? - podnoszę głowę, która przed chwilą leżała na jego klatce piersiowej.
- Tam z Jack'em, nic się nie stało? Prawda?
- Nie, no co Ty. Miałeś rację że jest idiotą.
- Ale w jednym się zgadzamy. - nie za bardzo rozumiem o co mu chodzi. - jesteś śliczna.
I dostaje buziaka w czoło. Nie jesteśmy parą. Nie spytał mnie o to. No ba - zachowujemy się tak. Może któregoś dnia spyta mnie, kto wie. Na razie nie mam ochoty o tym myśleć. Delikatnie obejmuje jego twarz i całuję go. On odwzajemnia pocałunek, a ja zamykam oczy...