piątek, 26 września 2014

Rozdział XI

Alex:
Otwieram oczy i nie za bardzo ogarniam o co chodzi. Jest około 18 i nikogo nie ma jeszcze w domu. Poprawiam ubranie i idę do kuchni. Siadam przy stole i próbuje się ogarnąć. Nalewam sobie soku, kiedy ktoś puka do drzwi. Jestem pewna że to już chłopacy wracają ze studia więc otwieram je od razu. Prawie upuszczam szklankę gdy zamiast Larsa i spółki stoi tak Jack. Opiera się o futrynę i uśmiecha się.
- Cześć Alex, kotku. - próbuje zamknąć ale on stawia nogę w drzwiach. - nie tak szybko słoneczko.
- Nie jestem Twoim kotkiem, słoneczkiem czy kimkolwiek. A teraz wyjdź stąd.
- Oj weź przestań. - w myślach modlę się aby Lars zaraz wyskoczył z krzaków czy zza rogu i uratuje mnie.
- Jack, czego Ty do cholery chcesz?! - wyciąga rękę w stronę mojego policzka.
- No nie mów że nie wiesz... - odpycham jego dłoń. - ajć taka niedobra dziewczynka z Ciebie, ale już wiesz że takie właśnie lubię.
Próbuje objąć mnie w pasie, ale ja przytrzaskuje mu rękę drzwiami. Nadal ma buta między drzwiami. Wchodzi do środka i pcha mnie na stół. Chce mnie pocałować lecz ja szukam czegoś do obrony na stole. Rękę wkłada mi pod koszulę, całuje wszędzie. To jest straszne. Łapię za dzbanek z sokiem i staram się wycelować nim jego głowę, lecz trafiam w bark. Jack cofa się w tył i uderza mnie w twarz.
- Zwykle nikt nie rzuca we mnie dzbankami. Pamiętaj, że jeszcze tu wrócę.
Znowu mnie całuje i wychodzi. Momentalnie upadam na podłogę i zaczynam płakać i zbieram resztki dzbanka. Nie mogę przestać ryczeć i błagam sama siebie żeby zdążyć tu ogarnąć i bałagan i siebie przed powrotem Larsa. Nie może się dowiedzieć że Jack tu był, inaczej się tak wścieknie że może nawet go zabić.

***

Zdążyłam posprzątać i wróciłam do pokoju. Chowam głowę w poduszkę i słyszę klucz przekręcany w drzwiach. Zakrywam się cała kołdrą i zamykam oczy. Nie tak miało być. Wszystko miało być dobrze. Dzień zaczynał się dobrze. Dlaczego kończy się źle? Mam dosyć.
- Alex? - słyszę z ust każdego chłopaka.
Nie odpowiadam. Lars rzuca się na łózko i przytula mnie.
- Siemano mała.
W jego ramionach czuję się pewniej i bezpieczniej.
Odkrywa mi trochę kołdry z głowy. Włosy zakłada mi za ucho i dotyka dłonią policzka, który czuje że jest cały spuchnięty.
- Był tu?
Siada na łóżku.
- Powiedz mi czy tu był!
Łzy same płynęły mi po policzkach. Chciałabym się teraz przytulić, ale po prostu nie mogę się ruszyć. A on wbija we mnie swój wzrok.
- Alex do cholery!
Pierwszy raz podniósł na mnie głos. Nick z Mason wyglądają z salonu. Po chwili ciszy zbieram się do kupy.
- Czy mógłbyś się tu położyć?
Odwraca się w drugą stronę.
Złamanym głosem mówię tylko "Proszę".
W końcu kładzie się obok mnie i obejmuje mnie tak jak jeszcze nigdy. Jakby tak bardzo chciał mnie ochronić przed wszystkim. Jakby nic innego się nie liczyło tylko my. Nie mogłam przestać płakać. Wtuliłam się w niego i próbowałam się uspokoić. Lars pocałował mnie w czoło i przykrył nas kołdrą. Jeszcze chwilę tak leżeliśmy, ale on wstał. Założył kurtkę i rzucił do chłopaków "idziemy". Zanim zdążyłam go złapać on i reszta wyszli. Wiedziałam gdzie. Szybko się ogarnęłam i założyłam jego bluzę.

Biegłam jakby od tego zależało moje życie.
Ale nie zdążyłam ich dogonić. Lars trzepie Jack'a, Nick i Aiden leją się z kimś innym. Mason chwilowo nie napierdalający nikogo idzie w moim kierunku. Nie wiem co mam robić, z jednej strony chcę żeby Jack'owi się oberwało, a z drugiej wiem że to nie etyczne. Nic nie słyszę, jestem w wielkim szoku. Próbuję krzyczeć żeby przestali, ale nie wiem nawet czy moje słowa opuściły moje gardło. Biegnę dalej a Mason zatrzymuje mnie a ja dalej płaczę. Próbuję się uwolnić z jego uścisku ale jest za silny. Siadam na trawie i trzymam Masona za ramiona a on mnie obejmuje na wysokości szyi. Ale ja chce żeby był to Lars. Żeby przestał tłuc Jack'a. Podnoszę głowę i tylko ruchami warg proszę Masona żeby powiedział reszcie że mają przestać. Spojrzał na nich i schował moją głowę w swoje ramiona. Nie opierałam się, bo nie miałam już siły. Zamknęłam oczy i prosiłam żeby przyszedł do mnie mój rycerz. Mój książę. Boję się otworzyć się oczy, bo nie wiem co zobaczę. Nie wiem ile zostaje w tej pozycji. Minutę, pięć czy dziesięć. Po jakimś czasie ktoś bierze mnie na ręce. Wiem że to Lars. Czuję jego perfumy.

Oczy otwieram dopiero kiedy znajduję się w pokoju, sama z Larsem. Leżymy razem na łóżku a on głaszcze mnie po policzku i przeciera mi łzy.
- Musiałem to zrobić. Nikt nie może się do Ciebie zbliżyć bez Twojej zgody. Nie dopuszczę do tego. Obiecałem że się Tobą zaopiekuję i to zrobię.
- Do niczego nie doszło...
- Ale mogło i może. Zabiłbym go dzisiaj gdybym mógł. Kocham Cię Alex.
- Ja Ciebie też Lars.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz