Już od kilku dni chodzę do szkoły. Jestem z siebie dumna, lecz dziś mam wyjebane w szkołę. Już tylko dziesięć dni pozostało do świąt. Muszę kupić sobie sukienkę. W końcu chciałabym ładnie wyglądać. dlatego też umówiłam się dziś z Hanną na zakupy, od czasu mojego powrotu nasza przyjaźń nieco odżyła. Przeszukuje moje ubrania w poszukiwaniu czegoś fajnego na wypad do galerii. Założyłam czarne rurki, czarną koszulę sięgającą trochę za pas. Już miałam zakładać trampki, ale pomyślałam że dziś ubiorę się bardziej elegancko. Założyłam czarne, jak zwykle, koturny. Szybkim krokiem zmierzam w kierunku łazienki, żeby poprawić makijaż. Mam trochę przestrzeni gdyż wszyscy są w studiu. Chłopacy nagrali już kilka utworów, z czego jeden już wypuścili i podbija świat. Wspina się co raz wyżej na listach przebojów. Jest zajebisty, a dziś mają podobno usiąść nad moim "Fade to Black". Nie powiem żeby sprawiałoby mi to szczególną przyjemność no ale cóż. Chwytam za torebkę, zakładam ramoneskę i wyglądam za okno. Na podjeździe czeka już na mnie w swoim aucie Hannah. Pewnym krokiem zbliżam się do auta - chodzenie na koturnach, nawet tych mega wysokich, nie sprawia mi problemu. Wsiadam do samochodu:
- No siemanko Alex! - nieco piskliwym głosem wita mnie.
- No cześć.
- O boziu jak ty sexi wyglądasz! Czyżbyś chciała kogoś upolować? - obie zaczynamy się śmiać. - ale schudłaś ostatnio.
- Ja? No co Ty. Nic a nic. - odpowiadam poprawiając koszulę.
- Jak zawsze wszystkiemu zaprzeczasz, ale dziś nie chce się z Tobą kłócić. Dziś shopping!
- Taa, super.
- Wyczuwam brak entuzjazmu, z jakiego to powodu?
- Wiesz że do chodzenia w kółko po galeriach nie jestem nastawiona pozytywnie.
Kręci tylko głową, skręcając w kolejną ulicę. Stoimy na światłach, gdy z samochodu obok dwóch kolesi otwiera okno i krzyczą:
- Siema laleczki!
Ja odwracam głowę udając że ich nie słyszałam, a Hannah jak zwykle podniecona wszystkim co się zwraca na nią uwagę poprawia włosy i rzuca im zalotne spojrzenie. Uwielbia być w centrum uwagi.
- Może podrzucicie nam swoje numery?
- Jasne miśku. - ciągle trzymam odwróconą głowę, ale gdy tylko usłyszałam tekst jakim zwróciła się do chłopaków, odwracam się z niedowierzaniem.
- A Twoja koleżanka? Chętnie się z nią spotkamy.
Kiedy Hannah chce już podawać mój numer, klepie ją po udzie posyłając jej zabójcze spojrzenie. Ona nic sobie z tego nie robi, ale całe szczęście nie zdążyła dokończyć bo już pojawiło się zielone światło.
- Nigdy nie dawaj nikomu mojego numeru bez mojej zgody. Szczególnie chłopakom. Dobra?
- Dobra, dobra. Wyluzuj troszkę.
- Jestem na maxa wyluzowana.
Nie chce wprowadzać nerwowej atmosfery, więc siedzę cicho.
W galerii kupiłam jedną bluzkę. Białą! Nie czarną! Cud. Właśnie wychodzę z samochodu Hanny. Pomachałam jej na pożegnanie i zostałam na ulicy kompletnie sama. Szybko rozglądam się czy gdzieś nagle nie wyskoczy mi Jack. Nie mam pewności czy Lars jest w domu, więc wolę nie ryzykować. Prawie biegnąc kieruję się do domu. W torbie szukam kluczy, które jak na złość uciekają przede mną. Jeszcze raz oglądam się za siebie, próbując dostrzec niebezpieczeństwo. W końcu udaje mi się odnaleźć je i otwieram drzwi. Wchodzę do środka, zamykam drzwi i osuwam się na podłogę po drzwiach, wcześniej upewniając się że nikogo nie ma w środku. Lęk przed Jake'm prawie mnie paraliżuje a ja nie mogę zrozumieć dlaczego. Delikatnie odgarniam włosy z twarzy i czuję że chociaż znajduję się w bezpiecznym miejscu, to i tak nie czuję się dobrze. Z torebki wyciągam telefon i odbieram wiadomości - aż trzy. Dwie od Larsa, jedna od numeru którego nie znam. Czytam wszystkie po kolei:
"Dziś będziemy później."
"Żyjesz?"
No i od nieznanego:
"Jesteś dziś sama? xx"
Delikatnie odsłaniam zasłonę i sprawdzam czy nikogo nie ma pod domem. Pusto. Jestem prawie pewna że jest to sms od Jack'a. Wchodzę do mojego pokoju i zdejmuje buty, bo strasznie bolą mnie nogi. Nie wiem co mam robić. Przejmować się tym że Jack ma mój numer, czy tym że zaraz może tu przyjść a chłopaków nie ma i najbliższym czasie nie będzie. Kładę się na łóżku i odpisuje Larsowi:
"Żyję. Będę czekać :)"
Zwijam się w kłębek i idę spać.
- No siemanko Alex! - nieco piskliwym głosem wita mnie.
- No cześć.
- O boziu jak ty sexi wyglądasz! Czyżbyś chciała kogoś upolować? - obie zaczynamy się śmiać. - ale schudłaś ostatnio.
- Ja? No co Ty. Nic a nic. - odpowiadam poprawiając koszulę.
- Jak zawsze wszystkiemu zaprzeczasz, ale dziś nie chce się z Tobą kłócić. Dziś shopping!
- Taa, super.
- Wyczuwam brak entuzjazmu, z jakiego to powodu?
- Wiesz że do chodzenia w kółko po galeriach nie jestem nastawiona pozytywnie.
Kręci tylko głową, skręcając w kolejną ulicę. Stoimy na światłach, gdy z samochodu obok dwóch kolesi otwiera okno i krzyczą:
- Siema laleczki!
Ja odwracam głowę udając że ich nie słyszałam, a Hannah jak zwykle podniecona wszystkim co się zwraca na nią uwagę poprawia włosy i rzuca im zalotne spojrzenie. Uwielbia być w centrum uwagi.
- Może podrzucicie nam swoje numery?
- Jasne miśku. - ciągle trzymam odwróconą głowę, ale gdy tylko usłyszałam tekst jakim zwróciła się do chłopaków, odwracam się z niedowierzaniem.
- A Twoja koleżanka? Chętnie się z nią spotkamy.
Kiedy Hannah chce już podawać mój numer, klepie ją po udzie posyłając jej zabójcze spojrzenie. Ona nic sobie z tego nie robi, ale całe szczęście nie zdążyła dokończyć bo już pojawiło się zielone światło.
- Nigdy nie dawaj nikomu mojego numeru bez mojej zgody. Szczególnie chłopakom. Dobra?
- Dobra, dobra. Wyluzuj troszkę.
- Jestem na maxa wyluzowana.
Nie chce wprowadzać nerwowej atmosfery, więc siedzę cicho.
W galerii kupiłam jedną bluzkę. Białą! Nie czarną! Cud. Właśnie wychodzę z samochodu Hanny. Pomachałam jej na pożegnanie i zostałam na ulicy kompletnie sama. Szybko rozglądam się czy gdzieś nagle nie wyskoczy mi Jack. Nie mam pewności czy Lars jest w domu, więc wolę nie ryzykować. Prawie biegnąc kieruję się do domu. W torbie szukam kluczy, które jak na złość uciekają przede mną. Jeszcze raz oglądam się za siebie, próbując dostrzec niebezpieczeństwo. W końcu udaje mi się odnaleźć je i otwieram drzwi. Wchodzę do środka, zamykam drzwi i osuwam się na podłogę po drzwiach, wcześniej upewniając się że nikogo nie ma w środku. Lęk przed Jake'm prawie mnie paraliżuje a ja nie mogę zrozumieć dlaczego. Delikatnie odgarniam włosy z twarzy i czuję że chociaż znajduję się w bezpiecznym miejscu, to i tak nie czuję się dobrze. Z torebki wyciągam telefon i odbieram wiadomości - aż trzy. Dwie od Larsa, jedna od numeru którego nie znam. Czytam wszystkie po kolei:
"Dziś będziemy później."
"Żyjesz?"
No i od nieznanego:
"Jesteś dziś sama? xx"
Delikatnie odsłaniam zasłonę i sprawdzam czy nikogo nie ma pod domem. Pusto. Jestem prawie pewna że jest to sms od Jack'a. Wchodzę do mojego pokoju i zdejmuje buty, bo strasznie bolą mnie nogi. Nie wiem co mam robić. Przejmować się tym że Jack ma mój numer, czy tym że zaraz może tu przyjść a chłopaków nie ma i najbliższym czasie nie będzie. Kładę się na łóżku i odpisuje Larsowi:
"Żyję. Będę czekać :)"
Zwijam się w kłębek i idę spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz